Tak się bawią zastępowi :D

26 marca 2011 o 14:07 czasu zachodnioeuropejskiego dokładnie w punkcie 54,441054 ° N 18,563000 ° E tegoroczna Szkoła Zastępowych rozpoczęła swoją ostateczną próbę.

Wyzwania, którym stawiali czoło wszyscy członkowie naszej Szkoły co krok udowadniały nam szczerą wolę kursantów do bycia Prawdziwymi Zastępowymi.

 

Po sprawdzeniu umundurowania jeszcze w Sopocie pojechaliśmy SKM do znanej niektórym harcerzom Politechniki Gdańskiej – 11 osób w pełnym umundurowaniu przechodzących kolumną dwójkową po Gmachu Głównym ?! Tego jeszcze nie było !!

 

 

 

 

 

 

 

Zaraz potem rozpoczęliśmy wędrówkę  pełną wydarzeń i atrakcji tworzonych przez samych kursantów – grę o węzłach i sprawdzianie spostrzegawczości. W drodze do miejsca krótkiego wypoczynku… gdyby ktoś pytał „Ile jeszcze?” odpowiedź zawsze to SIEDEM ;)

 

 

Zaraz po dojściu zapakowaliśmy wszystkie nasze plecaki do mikroskrytek na ubrania i pomaszerowaliśmy do restauracji gdzie zjedliśmy pyszny obiad polskiej kuchni ze szwedzkiego stołu. Zaraz po tym kursanci popędzili na grę po IKEI badającą ich kreatywność oraz znajomość niektórych technik harcerskich.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nieuchronnie zbliżała się godzina podsumowującego  TESTU, który odbył się w ośrodku z luksusowymi ścianami po 50 zł za m2 i cmentarzem niepodal, który napotkaliśmy na na naszej drodzie po krótkiej podróży autobusem przez ciemne Gdańskie lasy.


Po finalnym teście przyszedł czas na rozmowy indywidualne ze wszystkimi uczestnikami Szkoły, które potrwały… trochę ;) Na tym zakończyliśmy dzień Pierwszy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Zaraz po pobudce, śniadaniu i rannej toalecie kursanci przystąpili do jakże ważkich zajęć z Form Pracy z prowadzącą Asią Karczewską, która przyjechała do nas pomimo stanu podgorączkowego. Po zajęciach, ostatecznym posprzątaniu i domknięciu pewnego okna ruszyliśmy w dalszą podróż – tym razem do Gdyni.


W gdyńskim lesie czekała nas kolejna porcja wyśmienitych harcerskich dań, które – chociaż były nieproste. – przyniosły nam wiele radości. Przygotowaniem zjazdów na pionowej ścianie zajęli się profesjonalnie dh. Wyso i dh. Błażej z Inspektoratu Survivalowego, którzy zapewnili zarówno bezpieczeństwo jak i solidną dawkę wrażeń. Tą część naszej podróży zakończyło wspólne, rozpalone z niemałym trudem z powodu mokrego opału ognisko oraz pyszny prowiant przeniesiony (a nawet przybiegnięty) przez Maćka i Gucia z Biedronki 3 km dalej :)

 

 

Po kolejnej podróży na piechotę i autobusem dotarliśmy do Gdyni Głównej – ostatniej przystani naszej wędrówki. W tym uroczystym momencie zostaliśmy przyjęci na pokład Zawiszy Czarnego – trzymasztowego szkunera sztakslowego – jachtu Związku Harcerstwa Polskiego, na którym to zjedliśmy pyszne ciasto Gdyńskiego wypieku („Justynka”), a Pani Lena otrzymała Patent Zastępowej.

Po wszystkim zmęczeni, ale szczęśliwi wróciliśmy do domu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Więcej zdjęć po kliknięciu w Olę  ;)


 

 

 

Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.

Zostaw odpowiedź